Sobota. Ten sam kac wita mnie marnym uśmiechem – pierwsza myśl – gdzie ja wczoraj byłam? Z kim rozmawiałam, co głupiego powiedziałam… a może coś całkiem mądrego? Jakim alkoholowym słabostkom znów się poddałam i czy w ogóle? Telefon, gdzie jest telefon! Jest! Wysłane: uff, pusto. Odebrane? Kilka sms’ów od znajomych – nic szczególnego. Wygląda na to, że przetrwałam.
Pić! Druga myśl. Pić i jeść i …o Jezu, co za kapeć w buzi, bleeeee. Nigdy już nie będę pić, nigdy! Kto stworzył to paskudztwo, no kto? Tak nie można, kończę z tym. I z papierosami też – zawsze jak piję, chce mi się palić i kopcę jak smok. Uwielbiam ten moment, kiedy powoli dym opuszcza moje płuca i gdy go wydmuchuję i wydmuchuję – jakby nie miał końca. Ale co ja w tym widzę? Fuj!Przecież smak papierosa jest przepaskudny… Nie – koniec. Na samą myśl o paleniu robi mi się niedobrze. Pić!
No dobra – najedzona, napita, czyściutka i pachnąca – odrodzona. Nowe myśli tłoczą się w głowie do napisania. Siadam, piszę. Pogoda ładna – trzeba gdzieś ruszyć. Umawiam się – mam dużo czasu – dalej piszę. O shit! Jestem spóźniona! Biegnę więc. Trochę relaksu, opowiadania, śmiechu. To co dziś robimy? Piwko? Eeee, może wino… Mam jakiegoś łiskacza, może być ze spritem, to jest to! Ale co – posiedzimy i napijemy się w domku, tak? Tak.
Siedzimy i pijemy w domku. Siedzimy i pijemy. I pijemy… i siedzimy. Tiaa… to co robimy? Dzwonił Ten – acha. A do mnie Ta dzwoniła – acha. A w ogóle to mnie energia rozpiera, tak na marginesie. No, mnie też. Zrób głośniej – uwielbiam ten kawałek, ja idę dorobić nam drinki. Oooo, poczęstujesz mnie papieroskiem? Dzięki… mmmmm, tego właśnie mi brakowało! Ta dzwoni znowu. A co byś zrobiła gdyby…? A co myślisz o tym? A wiesz, tak sobie myślę… Właśnie, zapomniałam ci powiedzieć…! Słuchaj a ile? A gdzie? A myślałaś kiedyś…? Ale bym sobie potańczyła, o! o! o! – to o tym kawałku właśnie Ci mówiłam wczoraj, głośniej, głośniej! Ta dzwoni kolejny raz – mówi, żeby przyjeżdżać, że rewelka. To co, może ja zadzwonię po taxi? Zadzwoń, pojedziemy na chwilkę.
Jedziemy. Jest cudnie, światła, tłum… bar! Ja chcę do baru! Gorąco – idziemy dalej? Idziemy. Kocham warszawskie ulice, skaczę po słupkach, zaczepiam ludzi, śmieję się głośno. I palę. Jest mi tak wspaniale. Jestem mistrzynią świata we wszystkim, kocham ludzi, życie kocham, niech ta noc się nie kończy! Ooooo, siódma… Taxi. Moje łóżeczko, moje kochane. Spać…
Niedziela. Ten sam kac wita mnie marnym uśmiechem…

