Marzę o chwili spokojnej, cichej i tylko mojej. Marzę o chwili pachnącej lawendą i słońcem, niezmąconej światłem monitora ani dźwiękiem natrętnej komórki. Marzę o tym, by czas stanął choć na chwilę i pozwolił mi zanurzyć nogi w morskiej wodzie, poczuć wiatr na nagim ciele i śmiać się do słońca bez zmarszczki troski na twarzy.
Dzień każdy jak zwykle szalony mnie wita piętnaście po szóstej. Śniadanie, wanna, szafa i pędem do czerwonej rakiety. Nawet pędem w korku stoję, gdyż myśli miliony w tym czasie przebiega mą drogę. Biegiem do pracy i w pracy też biegiem, bo wszystko potrzebne na wczoraj. I mój umysł też razem ze mną, wszystko pędem wymyśla. Jem pędem, kocham pędem i bawię się tak samo. Nawet spotkania z przyjaciółmi i popołudniowe piwo z zegarkiem w ręku przebiega. I tak od rana do nocy, od poniedziałku do niedzieli, od pierwszego do trzydziestego pierwszego i w końcu od stycznia do grudnia. I mimo, że kocham ten wieczny pęd, że on jest mym życiem i że ten pęd to Ja właśnie jestem… marzę czasem, by zwolnić, odsapnąć i niczym lekkoatleta po maratonie położyć się i leżeć szczęśliwie.
Nie pędem droga do szczęścia. Biegnąc mogę nie zauważyć ważnego czegoś. A z kolei biegnąc rozglądać na boki się nie da, bo można utracić przypadkiem celu obrazek.
maj 19, 2008 o 7:42 pm
…..tez marze o takiej chwili…chce zamrozic czas chociaz na chwile….wziasc oddech i…………..ale w terazniejszych czasach jest to bardzo trudne..:( niewykonalne?
maj 24, 2008 o 11:39 am
to rzuć to zaangażowanie w cholerę bo nawet jak wyjdzie to nikt Ci pomnika nie postawi, a czasu nie zwrócą … wiem co mówię i wiem, że da się
buźka