http://pl.youtube.com/watch?v=s4_4abCWw-w&feature=related
“and you, you knew the hands of the devil
and you, kept us awake with wolf teeths
sharing different heartbeats
in one night”
http://pl.youtube.com/watch?v=s4_4abCWw-w&feature=related
“and you, you knew the hands of the devil
and you, kept us awake with wolf teeths
sharing different heartbeats
in one night”
Sobota. Ten sam kac wita mnie marnym uśmiechem – pierwsza myśl – gdzie ja wczoraj byłam? Z kim rozmawiałam, co głupiego powiedziałam… a może coś całkiem mądrego? Jakim alkoholowym słabostkom znów się poddałam i czy w ogóle? Telefon, gdzie jest telefon! Jest! Wysłane: uff, pusto. Odebrane? Kilka sms’ów od znajomych – nic szczególnego. Wygląda na to, że przetrwałam.
Pić! Druga myśl. Pić i jeść i …o Jezu, co za kapeć w buzi, bleeeee. Nigdy już nie będę pić, nigdy! Kto stworzył to paskudztwo, no kto? Tak nie można, kończę z tym. I z papierosami też – zawsze jak piję, chce mi się palić i kopcę jak smok. Uwielbiam ten moment, kiedy powoli dym opuszcza moje płuca i gdy go wydmuchuję i wydmuchuję – jakby nie miał końca. Ale co ja w tym widzę? Fuj!Przecież smak papierosa jest przepaskudny… Nie – koniec. Na samą myśl o paleniu robi mi się niedobrze. Pić!
No dobra – najedzona, napita, czyściutka i pachnąca – odrodzona. Nowe myśli tłoczą się w głowie do napisania. Siadam, piszę. Pogoda ładna – trzeba gdzieś ruszyć. Umawiam się – mam dużo czasu – dalej piszę. O shit! Jestem spóźniona! Biegnę więc. Trochę relaksu, opowiadania, śmiechu. To co dziś robimy? Piwko? Eeee, może wino… Mam jakiegoś łiskacza, może być ze spritem, to jest to! Ale co – posiedzimy i napijemy się w domku, tak? Tak.
Siedzimy i pijemy w domku. Siedzimy i pijemy. I pijemy… i siedzimy. Tiaa… to co robimy? Dzwonił Ten – acha. A do mnie Ta dzwoniła – acha. A w ogóle to mnie energia rozpiera, tak na marginesie. No, mnie też. Zrób głośniej – uwielbiam ten kawałek, ja idę dorobić nam drinki. Oooo, poczęstujesz mnie papieroskiem? Dzięki… mmmmm, tego właśnie mi brakowało! Ta dzwoni znowu. A co byś zrobiła gdyby…? A co myślisz o tym? A wiesz, tak sobie myślę… Właśnie, zapomniałam ci powiedzieć…! Słuchaj a ile? A gdzie? A myślałaś kiedyś…? Ale bym sobie potańczyła, o! o! o! – to o tym kawałku właśnie Ci mówiłam wczoraj, głośniej, głośniej! Ta dzwoni kolejny raz – mówi, żeby przyjeżdżać, że rewelka. To co, może ja zadzwonię po taxi? Zadzwoń, pojedziemy na chwilkę.
Jedziemy. Jest cudnie, światła, tłum… bar! Ja chcę do baru! Gorąco – idziemy dalej? Idziemy. Kocham warszawskie ulice, skaczę po słupkach, zaczepiam ludzi, śmieję się głośno. I palę. Jest mi tak wspaniale. Jestem mistrzynią świata we wszystkim, kocham ludzi, życie kocham, niech ta noc się nie kończy! Ooooo, siódma… Taxi. Moje łóżeczko, moje kochane. Spać…
Niedziela. Ten sam kac wita mnie marnym uśmiechem…
Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy go stracili, ciebie oskarżając;
Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili,
licząc się jednak z ich zastrzeżeniem;
Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami,
jeżeli nie odpłacasz na nienawiść nienawiścią,
nie udając jednakże mędrca i świętego;
Jeżeli marząc – nie ulegasz marzeniom;
Jeżeli rozumując – rozumowania nie czynisz celem;
Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując jednakowo oba te złudzenia,
Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy przez Ciebie głoszonej,
kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych
albo zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią twego życia,
kiedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
i potrafisz zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę,
jeśli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku, bez słowa,
nie żaląc się, że przegrałeś;
Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły,
choćbyś od dawna czuł ich wyczerpanie,
byleby wytrwać, gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
lub spacerować z królem w sposób naturalny,
Jeżeli nie mogą Cię zranić nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;
Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę,
nadając wartość każdej przemijającej chwili;
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
i co – najważniejsze – synu mój – będziesz Człowiekiem.
List do syna
Rudyard Kipling
Życie współczesnych kobiet jest swego rodzaju rozerwaniem, pomiędzy marzeniami o stworzeniu tradycyjnego domu, zawsze błyszczącego, pachnącego ciastem, wypełnionego radosnym krzykiem dzieci, a marzeniem o karierze, niezależności, podróżach, życiu wśród znajomych, bywaniu na imprezach. Dylemat, przed którym stają młode kobiety, często powoduje, że czują się zagubione w dzisiejszym świecie.
Nie ma jednej, sprawdzonej recepty na szczęśliwy scenariusz naszego życia. Współczesne kobiety są bardzo wymagające – głównie wobec siebie. To powoduje, że często stawiają sobie cele, których osiągnięcie je przerasta, a to najkrótsza droga do frustracji, spadku poczucia własnej wartości a czasem nawet depresji. Wiele kobiet marzy o domu, jaki znają z własnego dzieciństwa – zawsze czystym, bez śladu kurzu, pachnącym, w którym codziennie podawany jest domowy obiad. Marzą o domu, w którym mama jest zawsze dostępna dla swoich dzieci, ma czas na domowe obowiązki, na pomoc w odrabianiu lekcji i w którym weekendy spędzane są całą rodziną. Tylko trudno zdać sobie sprawę, że prowadzenie takiego domu to ogromna praca, która wymaga nie tylko wysiłku fizycznego, ale zwyczajnie – czasu! A jak prowadzenie domu ma się do robienia kariery? Przy dzisiejszej konkurencji, by osiągnąć prawdziwie wysoką pozycję w korporacji, lub by wyjść ze swoją działalnością na szerokie wody, trzeba poświęcać pracy 10-12 godzin dziennie, często wiąże się to z podróżami, wielogodzinnymi spotkaniami czy spędzaniem godzin przed komputerem. Nie oszukujmy się – tych dwóch żyć nie da się pogodzić w stu procentach.
Jak więc zatem spełnić marzenia i nie zwariować? Jak osiągnąć poczucie spełnienia i nie zapędzić się w kozi róg? Przecież są kobiety, które są żonami, matkami i doskonale sprawdzają się w pracy. Myślę, że przede wszystkim trzeba uświadomić sobie, że współczesny świat daje szeroki wybór, ale nie daje możliwości posiadania wszystkiego. Życie ma się jedno i aby spróbować z niego jak najwięcej, trzeba pozwolić sobie na „nieperfekcyjność”. Uświadomienie sobie, że nie można wszystkiego robić doskonale oraz umiejętność poprzestania na „wystarczająco dobrze” – pozwoli na zmieszczeniu się w dobie ze wszystkimi zaplanowanymi zadaniami.
Poza tym, dodatkową wskazówką, którą warto stosować, jest wsłuchiwanie się w głos serca i pozytywne podejścia do wszystkiego, co nas spotyka. Warto starać się osiągnąć balans pomiędzy szaleństwem i powagą, siłą i słabością, samodzielnością i korzystaniem z pomocy oraz w każdej innej dziedzinie życia.
Często słyszę opinie, że faceci są podli, źli, nieczuli. Słyszę, że jedyne czego chcą, to krótka, łóżkowa przygoda, że są niestali, nie angażują się i w końcu, że wykorzystują kobiety do zaspokojenia niskich potrzeb.
Zauważyłam jednak pewną prawidłowość wśród facetów, których działanie odpowiada stereotypowi tego, który krzywdzi. Bardzo często są to ludzie, którzy przeżyli wielką miłość i życiowy zawód. Naprawdę, to niesamowite, ale ten schemat powtórzył się w niemalże każdym przypadku takiego „złego typka”. Każdy z nich nadal kocha się w Niej – tej jedynej, pierwszej, prawdziwej Miłości Swojego Życia.
Faceci to miękkie stworzenia. Oni nie są źli. Chcą kochać i być kochani – jak każde z nas. I jak wielu z nas, nie chcą kolejny raz dostać po tyłku. Stąd właśnie ucieczka, gdy niby wszystko zaczyna się układać.
Znam dobrze to uczucie paniki, gdy odkrywam, że zaczynam coś czuć. Znam doskonale ten strach przed uzależnieniem emocjonalnym od czyjejś obecności. Ja sama też nie jestem aniołkiem i niejeden raz zdarzyło mi się zwyczajnie zwiać. To efekt strachu… na szczęście już go nie ma.
Marzę o chwili spokojnej, cichej i tylko mojej. Marzę o chwili pachnącej lawendą i słońcem, niezmąconej światłem monitora ani dźwiękiem natrętnej komórki. Marzę o tym, by czas stanął choć na chwilę i pozwolił mi zanurzyć nogi w morskiej wodzie, poczuć wiatr na nagim ciele i śmiać się do słońca bez zmarszczki troski na twarzy.
Dzień każdy jak zwykle szalony mnie wita piętnaście po szóstej. Śniadanie, wanna, szafa i pędem do czerwonej rakiety. Nawet pędem w korku stoję, gdyż myśli miliony w tym czasie przebiega mą drogę. Biegiem do pracy i w pracy też biegiem, bo wszystko potrzebne na wczoraj. I mój umysł też razem ze mną, wszystko pędem wymyśla. Jem pędem, kocham pędem i bawię się tak samo. Nawet spotkania z przyjaciółmi i popołudniowe piwo z zegarkiem w ręku przebiega. I tak od rana do nocy, od poniedziałku do niedzieli, od pierwszego do trzydziestego pierwszego i w końcu od stycznia do grudnia. I mimo, że kocham ten wieczny pęd, że on jest mym życiem i że ten pęd to Ja właśnie jestem… marzę czasem, by zwolnić, odsapnąć i niczym lekkoatleta po maratonie położyć się i leżeć szczęśliwie.
Nie pędem droga do szczęścia. Biegnąc mogę nie zauważyć ważnego czegoś. A z kolei biegnąc rozglądać na boki się nie da, bo można utracić przypadkiem celu obrazek.